„Małpkę” łatwo ukryć czy przemycić. W torebce, kieszeni, rękawie. I wyrzuty sumienia są mniejsze. Wezmę łyczek, a potem pójdę spokojnie do pracy czy ugotuję obiad.
Pierwszy łyk przed pracą albo po prostu rano. Na rauszu dotrwamy jakoś te kilka godzin do popołudnia. Potem szybko w samochód albo autobus i do domu. Po drodze obowiązkowo sklep, ci co bardziej zaradni schowają „małpkę” w samochodzie i zdążą wypić jeszcze w garażu.
– Alkoholik musi pić od rana, żeby normalnie funkcjonować, iść do pracy, ugotować obiad – ocenia Barbara Domagała, dyrektor Bydgoskiego Ośrodka Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. – Tak potrafią przetrwać do popołudnia, ale potem musi być kolejny „strzał”. I jeszcze jeden wieczorem. Jednocześnie boją się stracić pracę czy być źle ocenianym przez otoczenie, więc bardzo się pilnują.
________________________
Artykuł opublikowany w 12 IV 2019 w Gazecie Pomorskiej



